Jan
27

Czekając na Blue Cup 2009

Od ostatnich regat minęło już trochę czasu, a ja wreszcie przestałam żyć tymi co były i zaczynam żyć tymi co będą. A dlaczego? Bo są to takie regaty, że jak pojedziesz na nie raz, to będziesz chciał jeździć tam co roku. Mówię tu o regatach jachtów turystycznych, które odbywają się w Grecji w pierwszym tygodniu listopada. W zeszłym roku były to już osiemnaste z rzędu. I choć wszyscy znamy greckie luźne podejście do życia, to muszę przyznać, że firma czarterowa Vernicos Yachts, która jest organizatorem, stanęła na wysokości zadania. Pierwszego listopada 2008 stawiło się w Atenach 51 załóg z całego świata. Można było znaleźć się wśród braci żeglarskie z takich krajów jak: Norwegia,  Austria, Niemcy, Szwajcaria, U.S.A, Wielka Brytania, Włochy, Irlandia, Węgry, Rosja oraz Polska w liczbie 6 załóg.        Strona regat   Najliczniejszą ekipę mieli Norwegowie (15 załóg) oraz Rosjanie (6 załóg) no i my. Cała startująca stawka była podzielona na dwie klasy A i B, w tej pierwszej znajdowały się jachty z grotami listwowymi, a w drugiej bez listew. W każdej z tych grup znalazły się po trzy polskie ekipy. W grupie A również mieliśmy swoich przyjaciół na jachcie o wdzięcznej nazwie „ZEN” - Oceanis 43, długość: 13,13m; żagle: 88,6m2. Galeria / Photos 2008Galerie / Photos 2002 Jacht, którym płynęła nasza załoga to „EXCORDIS” -  Oceanis 473, długi na 14,3 m, z rolfokiem i rolgrotem o powierzchni żagla 102 m2 z dwoma kołami sterowymi więc nie mały. Trzeba przyznać, że prowadziło się go naprawdę dobrze, miał tylko jeden feler, gdy nie wiało on też się nie ruszał z racji swoich gabarytów  i wtedy mijały nas wszystkie mniejsze jednostki, ale gdy tylko powiało trochę mocniej to żeglarstwo stawało się czystą przyjemnością. Z racji posiadania rolgrota znaleźliśmy się w klasie B wraz z przyjaciółmi z „ATHINY” - Oceanis 523, nieco większej od nas: długość 16,2m, powierzchnia żagli: 151m2, nie wspominając już o sterze strumieniowym. „Athina” ze swoją załogą okazała się bezkonkurencyjna nie tylko pod względem walorów zewnętrznych, ale także żeglarskich...wygrali całe regaty. Te trzy jachty wyczarterowaliśmy za pośrednictwem firmy „Sailmore”, która zajęła się wszystkimi formalnościami, co zdecydowanie ułatwiło nam przygotowania.A teraz trochę szczegółów jeśli o same regaty chodzi. 1 listopada odebraliśmy wszyscy nasze jachty i sprawdziliśmy ogólny ich stan,  by w razie jakichkolwiek zastrzeżeń z naszej strony można było rozwiązać problem jeszcze w Atenach. Po „wyczerpującym” dniu odbiorów nadszedł czas na wieczorną integrację z innymi załogami. Takich imprez przy dźwiękach U2, które naprawdę zjednoczyło kilka jak nie kilkanaście załóg, to Ateny i każdy kolejny port chyba nie widział. Codziennie do integracji dołączało coraz więcej załóg min. Amerykanie, Węgrzy, Włosi. No, ale noc też się kiedyś kończy i 2 listopada wszyscy wyruszyliśmy do Epidavros, gdzie miał rozpocząć się pierwszy etap regat. Mieliśmy do pokonania ok. 30 mil morskich przy doskonałej żeglarskiej pogodzie. Pisząc to mam na myśli wiatr momentami sięgający 20 węzłów i niemałą falę, co przyczyniło się do tego, że część mojej załogi w tym ja, no cóż skipper też człowiek, zapadło na ulubioną chorobę żeglarzy tzw. morską. Do tego wszystkiego płynęliśmy przez handlowy szlak wodny do Pireusu, gdzie umówmy się, wszyscy, którzy pływali w tej okolicy wiedzą, że pływa tam sporo całkiem dużych jednostek.  Dotarliśmy na miejsce późnym popołudniem nieco zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Wieczorem czekała na nas zorganizowana przez Vernicos Yachts uroczysta kolacja tzw. zapoznawcza, poprzedzona odprawą dla skipperów, gdzie omawiane były dokładnie plany wyścigu na następny dzień. Po kolacji większość załóg w tym również organizatorzy przenieśli się do knajpki w porcie, w której to już stało się tradycją, by dalej się bawić. Nazajutrz rano wszyscy bez wyjątków stawili się na linii startu pierwszego etapu.Z Epidavros do Methany. W tym dniu było do pokonania 18,25 mil morskich, a początek o godz. 10.00 dla klasy A i sześć minut później dla klasy B. I wszystko byłoby jak najbardziej w porządku, gdyby nie to, że wiatru w ten dzień próżno szukać. Start był przekładany kilkakrotnie. Co chwilę płynęliśmy za komisją regatową w poszukiwaniu lepszego miejsca, gdzie wieje choć odrobinę, aby móc wystartować.  Mieliśmy nawet dłuższy postój podczas, którego wielu żeglarzy zażywało słonecznych i morskich kąpieli. Przyznam, że 3 listopada kąpiel w morzu to raczej rzadkość. W tym dniu nie udało nam się niestety wystartować. Po odwołaniu biegu wszyscy włączyli swoje silniki i udaliśmy się do portu w Methanie. Tam wieczorem czekał na nas poczęstunek od organizatora w postaci grillowanej ośmiornicy i lampki wina.4 listopada o godzinie 09.00 rano odbył się start do drugiego i trzeciego etapu regat z metą na Poros,  o łącznej długości trasy, ok. 20 mil morskich. W tym dniu wiatr nam sprzyjał ku ogólnemu zadowoleniu wszystkich załóg. Niestety nasza radość nie trwała zbyt długo, gdyż praktycznie w połowie pierwszego biegu skończył nam się wiatr. Zmuszeni byliśmy do zrezygnowania i po włączeniu silnika dopłynęliśmy na kolejny etap. Już przy Poros wystartowaliśmy ponownie, ale i tym razem nie było nam pisane dotarcie do mety w wyznaczonym czasie. Po zapadnięciu zmroku regaty zostały odwołane. Cóż, bywa i tak. W środę 5 listopada wystartowaliśmy z nowymi siłami do pokonania kolejnych mil morskich, tym razem w sumie około 23. I choć wiatru było jak na lekarstwo, to pierwszy bieg ukończyli wszyscy, a my nawet na przyzwoitym miejscu. Po emocjonującym przedpołudniu z ochotą zabraliśmy się do popołudniowego wyścigu. Muszę przyznać, że początek był obiecujący, niestety nasze nadzieje na ukończenie skończyły się wraz z zachodem słońca. No, ale nie można mieć przecież wszystkiego. W zamian za to w porcie w Ermioni czekała na nas kolacja od Vernicos Yachts, a na niej tańce i śpiewy.  Ostatni etap odbył się 6 listopada z Ermioni do Porto Heli. Rozpoczęliśmy jak zwykle o godzinie 09.00 rano i mieliśmy do pokonania dystans 18,5 mil morskich. Ten dzień był spełnieniem naszych marzeń o wietrze, bo chociaż nie był silny to wystarczający do tego, aby szczęśliwie dotrzeć do mety i mieć po drodze jeszcze frajdę z zostawiania innych w tyle. Na finiszu mieliśmy zacięty pojedynek między innymi z drużyną węgierską,  z którą zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić wcześniej. Niestety nie udało nam się wygrać tego osobistego pojedynku, ale i tak w klasyfikacji generalnej byliśmy wyżej niż oni, a i sympatia obu załóg pozostała. Wieczorem odbyło się uroczyste wręczenie nagród zamykające całe regaty oraz kolacja połączona z tańcami. Nasza załoga zajęła 14 miejsce. Wynik może i nie był oszałamiający, ale dla nas najważniejsze było, że nie jesteśmy na szarym końcu tylko w połowie stawki. Od 7 do 9 listopada mieliśmy jeszcze szansę pożeglować, gdyż dopiero 9 musieliśmy stawić się w Atenach. Korzystając z okazji i tego, że wieje postanowiliśmy, po chwili namysłu, zwiedzić Hydrę, która jest chyba jedną z najpiękniejszych wysp greckich. Przez chwilę nasze plany nie były do końca pewne, gdyż ekipa z „ZEN-a” miała małą awarię. Podczas, kiedy oni naprawiali, my ich holowaliśmy. A z racji małego portu na Hydrze z problemem jaki mieli, nie zaparkowali by tam, więc pojawiła się opcja powrotu na Poros. Na szczęście usterka okazała się na tyle mała, że po dłuższej chwili mogli już samodzielnie kontynuować podróż na Hydrę. W tym zapierającym dech w piersiach porcie spędziliśmy noc i następnego dnia ruszyliśmy już w drogę powrotną do Aten. I choć mogliśmy przenocować na Aeginie, a  dopiero 9 listopada zjawić się w marinie, gdzie musieliśmy oddać jachty, to stwierdziliśmy, że wracamy prosto do niej bez żadnych przystanków. W ten oto sposób mieliśmy do pokonania 40 mil morskich w jeden dzień i jak na ironię przy doskonałym wietrze, ale prosto w dziób. Całą trasę pokonaliśmy zatem na silniku. Możecie się spytać: czy warto jechać na Blue Cup? Moim zdaniem, a byłam tam drugi raz....tak. Piszę to z całą odpowiedzialnością. Może tym razem wiatr nie dopisał, ale to przecież nie jest zależne od nikogo. Warto tam być, dla atmosfery jaką się czuje od momentu przekroczenia pomostu, przy którym stoją zacumowane jachty gotowe do tego by na nie wsiąść i pływać. A co do ludzi? Nie jestem w stanie opisać pozytywnych emocji jakie towarzyszą tej imprezie. Nie spotkałam tam praktycznie nikogo, kto nie byłby przychylnie nastawiony do innych. Niektórzy tylko nie chcieli mi uwierzyć, że jestem skipperem, bo niestety nadal kobieta sternik to niezwykły widok. Choć przyznam, że śmiesznie było tłumaczyć, że naprawdę ja poprowadzę jacht. Co do rywalizacji? To na pewno jest, ale tylko w tej zdrowej odmianie. Jeśli chodzi o zaplecze techniczne? Tym też nie należy się martwić, gdyż cały czas jest z nami ekipa składająca się z mechaników i obsługi ogólnej, gotowych pomóc w każdej sytuacji. Do tego wszystkie jachty są ubezpieczone. Jak to ujęła Magda nasza załogantka, która pierwszy raz była na jachcie na morzu: „Blue Cup to najlepsze wakacje w życiu”. I coś w tym musi być, gdyż większość mojej załogi zadeklarowała już chęć powtórzenia tego w tym roku. Może i niektórzy z Was znajdą w sobie chęć przeżycia niezwykłych chwil. Jeśli tak...to do zobaczenia w Atenach. Marzena Knap, skipper S/Y EXCORDIS.
Jan
27

Mercedes Truck Rally XXII

 10-11.10.2008Kiedyś wreszcie musiał nadejść ten czas, aby nasze wcześniej zdobyte umiejętności 4x4 sprawdzić w rajdzie. XXII Mercedes Truck Rally nam to umożliwił. Startowaliśmy w klasie turystycznej pośród zawodowców z grupy sportowej, motocykli i ciężarówek. Z dwóch naszych samochodów, które wystartowały dojechał tylko Jeep Wrangler, ponieważ Mitshubishi Pajero doznało dość nieprzyjemnej przypadlości,a mianowicie złamało tylni most.    Klasyfikacja rajdu Wrangler natomiast dokończył to co zaczął i ze spokojem dojechał na 19 miejscu. Trzeba przyznać, że jak na auto, które wyglądało najbardziej niepozornie, czyli najbardziej cywilnie wśród doskonale przygotowanych rajdowo innych pojazdów, dzielnie sprawowało sie nawet w takich miejscach, gdzie inni mieli problem. Ogólnie rajd ten dostarczył nam wielu radości. I nawet czarne twarze, twardy teren i pylica płuc nie przeszkodzą nam, aby jeszcze w nim wystartować. Bo to co najlepsze to niesamowita atmosfera i doskonale towarzystwo innych zapalenców 4x4..    Galeria zdjęć / Photo galery
Jan
27

Regaty Blue Cup 2009 zakończone !

     Właśnie wróciliśmy z kolejnej już, 19-tej edycji morskich regat Blue Cup, które jak co roku odbyły się w Grecji w Zatoce Argosaronic, organizowanej przez firmę czarterową Vernicos Yachts. Trzeba przyznać, że jesteśmy zmęczeni, ale bardzo zadowoleni, przede wszystkim z 6 miejsca, a także z doskonałych warunków pogodowych, które w tym roku mile nas zaskoczyły.      wyniki regat / results   W tym roku team sail4x4 wystartował w składzie: Marzena Knap (Skipper) Wojciech Knap (Co-Skipper, trymer grota) Maciej Wcisło (trymer genui) Artur Wcisło (trymer genui) Magdalena Orylska (załoga) Daria Dziwisz (załoga) Basia Szlapańska – Wcisło (załoga) Joanna Szlapańska (załoga) Małgorzata Woźniak (załoga) Po odbiorze naszego jachtu s/y Peristera typu Oceanis 473 oraz krótkiej wymianie rozrusznika, wyruszyliśmy z Aten do Epidavros, gdzie regaty oficjalnie miały się rozpocząć. Tam po tradycyjnym powitaniu oraz zabawie tzw. integracyjnej, następnego dnia stanęliśmy na linii startu. W tym roku zmieniły się trochę grupy, w których startowaliśmy...i tak zamiast dwóch były trzy klasy. Pierwsza: - kl.A, Oceanisy z rollgrotami, tu znalazł się nasz jacht s/y Peristera oraz jacht innej polskiej załogi pod dowództwem skippera Przemysława Skibińskiego s/y Athina Oceanis 523. - kl. B, w której znajdowały się tylko jachty typu Cyclades - kl. C w której ścigały się również Oceanisy, ale z grotami listwowymi. Także tutaj mieliśmy polską załogę na jachcie s/y Nymphea Oceanis 54 prowadzonego przez Piotra Kowalewskiego. Pierwszy etap miał miejsce z Palea Epidavros do Poros i liczył sobie 20 Mm. Wszystkie załogi starujące miały na pokonanie tego dystansu 7 godz. Po nawet udanym starcie nasze nadzieje na jakiekolwiek miejsce okazały się niestety znikome. Dopadło nas to co w zeszłym roku, a czego jacht naszych gabarytów nie toleruje, czyli kompletny brak wiatru. I tak po trzech godzinach stania praktycznie w tym samym miejscu, odpaliliśmy silnik i zakończyliśmy ten etap regat. Jednakże, to co dla nas okazało się pechem, przyniosło szczęście innym. Tego dnia świętowaliśmy bowiem zwycięstwo innych polskich załóg: Athiny oraz Nymphei. Następny dzień okazał się dla nas łaskawszy. Mieliśmy do pokonania dwa etapy, każdy po 8,30 Mm, z Poros do Soupii oraz dalej Soupia – Ermioni. Pierwszy odcinek pokonaliśmy przy wietrze o sile 6-7 stopni w skali Beauforta. Z dość dobrą pozycją i prędkością minęliśmy linię startu do kolejnego dziennego odcinka. Jednakże tu pogoda uległa poważnym zmianom. Po zrefowaniu wszystkich żagli do wielkości, powiedzmy, większej chustki, nasza prędkość wcale nie zmalała. Wiatr rozwiał się natomiast do 9 - 10 w skali beauforta i zamienił się w krótkotrwały, bo ok 2-3 godz., ale za to jakże intensywny sztorm. Z dumą muszę przyznać, że cała moja załoga choć zapięta w szelki, wywieszona na balaście i kompletnie przemoczona, spisała się na medal. Dla większości z nich były to niezapomniane doświadczenia. Po kilkugodzinnej walce dotarliśmy na metę w Ermioni na szóstym miejscu. Po zacumowaniu wszyscy zamiast myśleć o wieczornej kolacji przygotowanej przez organizatorów regat, poszliśmy spać w celu zregenerowania sił. Kolejne biegi 4 i 5 odbywały się po trójkącie. Po wystartowaniu znaleźliśmy się na doskonałym drugim miejscu...nasza dobra passa trwała jednak tylko do pierwszej bojki, kiedy to zmuszeni zostaliśmy do oddania naszego miejsca na rzecz innej załogi. W ten oto sposób znaleźliśmy się na równie dobrym, ale trzecim miejscu. I wszystko zapowiadało się doskonale do drugiej bojki tam, niestety jak to w życiu bywa, przytrafił nam się pech, który sprawił, że spadliśmy na 7 miejsce. Tego samego dnia odbył się jeszcze jeden wyścig, który również skończył się dla nas po dobrym początku i zaciętej rywalizacji niefortunnie, bo na szóstym miejscu. Ale tak to w życiu bywa.... Następnego dnia miały odbyć się kolejne, ostatnie już 6 i 7 etapy...Niestety jednak pogoda polepszyła się na tyle, że zamiast ścigać się na żaglach braliśmy udział w kąpielach morskich oraz wyścigu pontonów zorganizowanych przez Norwegów. Musimy się pochwalić, gdyż dziewczyny z naszego jachtu zajęły pierwsze miejsce w kategorii kobiet w tych zawodach. Całe regaty zakończyły się na Poros, oficjalnym bankietem i rozdaniem nagród. I tak w klasie A: pierwsze miejsce zajęła załoga Przemysława Skibińskiego na jachcie Athina, tym samym, który w zeszłym roku okazał się bezkonkurencyjny w rękach Polaków, drugie: Amsler Rolf (Szwajcaria), a trzecie:Crook Ross (Wielka Brytania). Nasz Team Sail4x4 zajął szczęśliwe dla nas, bo szóste miejsce. Kl. B: Pierwsze i w pełni zasłużone miejsce zdobyli nasi przyjaciele z jachtu s/y Marla ze skipperem Roland Papp (Węgry), drugie: Svetoslav Petrov (Rosja), trzecie: Imbrich Karl Michael (Wlk. Brytania) Kl. C: Pierwsze miejsce załoga norweska pod dowództwem Svendsen Oeystein, drugie miejsce w tym roku przypadło, również naszym przyjcielom na jachcie Nymphea pod sterem Piotra Kowalewskiego oraz trzecie: Quignard Jean Pierre (Norwegia). Muszę przyznać, że jeśli o regatowe pływanie chodzi to z roku na rok idzie nam co raz lepiej i kto wie może w przyszłości....A czy tam wrócimy...na pewno.... Filmy z regat na naszym kanale YouTube / Videos of racing on our YouTube channelzobacz / see wyniki 2009 / results 2009 trasa regat / route 
Jan
27

Blue Cup 2008

01-11.11.2008 Już po raz 18-ty w dniach 01.11-09.11.2008, firma czarterowa Vernicos Yachts zorganizowała regaty jachtów turystycznych, tych samych, które pływają w sezonie letnim w czarterze. Trzeba przyznać, że cała impreza została zorganizowana bardzo dobrze i zebrała w tym roku 51 załóg z różnych krajów min: Rosja, Ukraina, Norwegia, Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania, Austria, Włochy, U.S.A., Irlandia, Wegry no i Polska ( 6 załóg).      Klasyfikacja Blue Cup 2008Startowaliśmy w dwóch grupach: gr.A z grotami listwowymi i gr. B z grotami bez listew, po trzy polskie załogi w każdej. Nasz jacht S/Y Excordis wraz ze znajomymi z S/Y Athiny startował w gr. B. Z naszych załóg najlepiej radziła sobie Athina, która w końcowym rezultacie wygrała całe regaty. Trzeba przyznać, że Vernicos stanął na wysokości zadania i myślę, że wiekszość z nas wyjechała stamtąd z niezapomnianymi wrażeniami. Cytując słowa naszej koleżanki Magdy, która była na jachcie pierwszy raz w życiu: Blue Cup to wakacje życia....    Galerie zdjęć / Photos galeryGaleria 01  Galeria 02 Galeria 03 Galeria 04 Galeria 05 
Jan
27

Murowana Trophy 2009 / I Gośliński Zlot Samochodów Terenowych i Quadów

I po zlocie....   22 sierpnia odbył się I Gośliński Zlot Samochodów Terenowych i Quadów w Murowanej Goślinie pod Poznaniem. Duch rywalizacji i chęć dobrej zabawy przywiódł na start sto pojazdów: 35 samochodów w grupie Extrem, 35 w klasie Turystyk i 30 quadów. Różnorodność wśród aut była naprawdę miła dla oka, od samochodów kompletnie cywilnych po off roadowe „potwory”. Jednak niezależnie od stanu przygotowania samochodu, no i załogi, trasy dostarczały wielu „brudnych” przygód.  Galeria 01 Galeria 02 Każda z klas miała do przejechania pętlę wokół Murowanej Gośliny, na której zostały umieszczone próby terenowe, na które dojeżdżaliśmy dzięki roadbookowi. Wszystkie załogi musiały zdobyć pieczątki (najlepiej komplet) na kartach, co momentami nie było łatwe. Był piach – do zakopania, woda – do zamoczenia, błoto – do ugrzęźnięcia i karoseria – do wyklepania. Czyli wszystko to, co terenówki kochają najbardziej. Mam nadzieję, że ta impreza zagości na dłużej w kalendarzu off roadu. Dlaczego? Chyba dlatego, że wszystko było przygotowane w najdrobniejszych szczegółach...od trasy po ciepły posiłek na mecie. Może tylko start trochę się przeciągnął. Nie liczył się jednak ani wiek, ani staż w błocie, gdyż w razie pewnych komplikacji spowodowanych terenem, można liczyć na innych, niezależnie od tego w jakiej klasie jadą i jak bardzo chcą wygrać. Jednym słowem – integracja. I jeśli pojawią się kolejne edycje, a szczerze w to wierzę, to my na pewno tam przyjedziemy...tylko nasz Wrangler jeszcze trochę urośnie...Zdjęcia samochodów uchwyconych w naszym obiektywie: zdjęcia do pobrania Galerie zdjęć z rajdu:http://galeria.murowana-goslina.pl/thumbnails-16-page-4.htmlhttp://picasaweb.google.pl/zdjecia.murowanatrophyhttp://www.rajdy4x4.pl/index.php/ida/9/?y=2009&galeriaID=139108
Jan
27

Na żagle z maluchem !

 Za oknem lato w pełni i wielu z nas nadal myśli o tym, jak i gdzie, spędzić wakacje. Jedni wybiorą stacjonarne leżenie na plaży, inni podróż pod namiot lub wycieczkę rowerową w jakieś ciekawe miejsca. To wszystko można robić bez żadnych problemów z małym dzieckiem. A co z żeglarstwem?  W tym momencie wielu z Was pomyśli, że pomysł ten jest z góry skazany na niepowodzenie ze względów bezpieczeństwa. Otóż, nie. Jeśli tylko Wy czujecie, że dacie radę, a co najważniejsze jesteście doświadczonymi żeglarzami, to nie będzie z tym żadnego kłopotu. Ja pływam od dziecka i wiem jak ważna jest rola rodzica ( w moim przypadku taty) we wprowadzaniu w świat żeglarstwa. Obecnie sama jestem mamą i nigdy nie miałam wątpliwości, że będę robiła dokładnie tak jak mój ojciec ze mną. Z jedną tylko różnicą, my z mężem, również żeglarzem, rozpoczęliśmy edukację żeglarską naszego syna znacznie wcześniej niż odbyło się to w moim przypadku. Pierwszy raz na próbę generalną, przed morskim pływaniem, pojechaliśmy na Mazury. Wzięliśmy sobie wygodny duży jacht, aby się nie stresować zbytnio brakiem miejsca...no i dziadka żeglarza. GALERIA ZDJĘĆ Nasz synek miał wtedy niecałe dwa lata. Kupiliśmy mu specjalny kapok dla małych dzieci, który jest niezbędny. Nie wyobrażam sobie, aby najcenniejsza osoba dla rodziców mogła być nie ubrana w środki ratunkowe, a tak niestety się zdarza. Kacperek pozbawiany był tego „sprzętu” dopiero na lądzie. Cały rejs przetrwał dzielnie i nie mieliśmy, ani jednego tzw. złego dnia. Jeśli chodzi o jedzenie to też nie było problemu, gdyż oprócz rytuału wieczorno-porannego z butelką mleka, jadł praktycznie wszystko to co my. A zresztą w dzisiejszych czasach przygotowanie posiłku, nawet tego w słoiczkach dla dzieci, na jachcie nie stanowi problemu, gdyż większość jachtów jest już wyposażona w kuchenki. Pamiętam jedną sympatyczną scenkę z naszego pobytu na Mazurach. Staliśmy właśnie w kanale giżyckim w oczekiwaniu na podniesienie mostu, kiedy minęła nas „męska” załoga. Jeden z chłopaków zapytał ile nasz synek ma lat, kiedy odpowiedzieliśmy, że niecałe dwa, spytał się czy może zrobić mu zdjęcie. A dlaczego, otóż, aby udowodnić żonie, że małe dzieci naprawdę pływają po Mazurach i krzywda im się nie dzieje. Okazało się bowiem, iż ma córkę minimalnie starszą od naszego żeglarza i bardzo chciałby ją zabrać na łódkę, ale jego „lepsza” połówka kategorycznie odmówiła, gdyż za bardzo się bała. Dlatego też nasze zdjęcie miało posłużyć do przekonania jej. Następną naszą wyprawę zaplanowaliśmy już w morskich okolicznościach przyrody. I tak w rok później, kiedy synek miał niecałe trzy latka pojechaliśmy do Chorwacji. Razem z nami pojechali znajomi, jedni z nich z dziewczynką w wieku półtora roku. Wynajęliśmy sobie Bavarię 38, która moim zdaniem ani nie pływa, ani nie wygląda za dobrze, ale za to nadaje się do rodzinnego rejsowania. Śmiem ją nazwać tak, jak kiedyś zwykliśmy nazywać Venus-ki: pływającym fortepianem, czyli stabilne i bezpieczne, ale żeglarsko słabe. No ale to są moje - jako jej skippera - odczucia.    GALERIA ZDJĘĆ Na rejsie generalnie byłoby wszystko cudnie, gdyby nie to, że trafiliśmy akurat na zmianę pogody. I tak w pierwszym tygodniu września, czyli można powiedzieć, że praktycznie jeszcze w pełni sezonu żeglarskiego, mieliśmy 15 stopni, deszcz i....Borę. Dla niewtajemniczonych to jedna z tych przypadłości pogodowych, których nie chcesz spotykać na morzu podczas „normalnego” rejsu, a tym bardziej będąc z dziećmi. No, ale i tak bywa. Nam udało się bezpiecznie przeczekać to co najgorsze w marinie. Przyznam, że dzieciaki mimo, chłodu i deszczu przeżyły ten wyjazd lepiej niż niejeden dorosły. A i początki żeglarskiego życiorysu też będą miały nietuzinkowy. Od tego wyjazdu minęło już chwil kilka i w tym roku kiedy to nasz mały żeglarz skończy lat 5, mamy zamiar zakupić mu jego pierwszy „jacht” czyli Optimista. Ja wiem, że wielu z Was stwierdzi, że to dużo za wcześnie, ale nie chodzi mi tu o naukę żeglarstwa, tylko o oswojenie z czymś takim jak żagiel, ster i kadłub, czyli nic na siłę. I wcale nie uważam, że to za wcześnie. A... Optimist ma jeszcze jedną zaletę w związku z płaskim dnem trudno go wywrócić, a i rodzic normalnych rozmiarów może z dzieckiem śmiało na nim pływać. Pewnie część z Was przkonało się, że można spędzić wakacje pod żaglami z dzieckiem fajnie i bezpiecznie, tzn. bez problemów. A druga część nadal będzie twierdzić to za nieodpowiedzialny pomysł. Ja jeszcze raz twierdzę, że im wcześniej tym lepiej. Sama widziałam rodziny na Mazurach na jachtach znacznie mniej komfortowych i mniejszych niż my mieliśmy, z dzićmi, które były w wieku naszego synka, ale również takie, które nawet jeszcze nie chodziły i nie mówiły. Tak więc, jeśli tylko macie odpowiednią wiedzę, umiejętności, a przede wszystkim wyobraźnię to zachęcam do spędzania w ten sposób czasu wolnego. I tylko o jednym nie wolno zapomnieć....o kapoku dla tych, którzy są dla Was wszystkim.
Jan
27

Uwaga Internet Explorer

Uwaga ! sail4x4.pl nie otwiera się w Internet Explorer. Prosimy o korzystanie z innych przeglądarek.Attention ! sail4x4.pl does not open in Internet Explorer. Please use another browser.